Polonica

Wywiad z Rafałem Wieczyńskim, reżyserem i scenarzystą filmu o losach i tragicznej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, którego bohaterska postawa w obronie wolności polskiego narodu oraz konkretne poparcie dla ruchu „Solidarności” zapoczątkowała okres zmian społecznych i politycznych w Polsce, czego konsekwencją był upadek muru berlińskiego w 1989 roku, a tym samym upadek komunizmu w całej Europie wschodniej.

Magdalena Paola Piekarska : Spotykamy się z Rafałem Wieczyńskim, autorem głośnego filmu “Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Zacznijmy od tytułu: o czym jest ten film?

Rafał Wieczyński: Film jest o księdzu Jerzym, o jego życiu i o jego kapłańskim posłannictwie, które wyrażone jest właśnie w tytule; ksiądz Jerzy walczył przede wszystkim o „ wolność wewnętrzną” każdego z nas a niejako „przy okazji” o wolność ojczyzny. Taki tutuł jest też propozycją dla młodych ludzi, którym jak się okazało samo nazwisko Popiełuszko niezbyt wiele mówi. Poza tym „Wolność ” jest wyzwaniem danym ludziom już przez Chrystusa, a ksiądz Jerzy je głosił, jak za swoim Mistrzem.

M.P.P. Co skłoniło Pana do wyboru tego nietypowego jak na dzisiejsze czasy tematu?

R.W. Może właśnie jego brak...Odkąd Polska odyskała suwerenność czekałem na taki film i na to, że zobaczę prawdziwy obraz roli polskiego Kościoła i w ogóle ogromnej roli Kościoła w historii. Po tym jak został zaatakowany w kulturze i mediach lat dziewięćdziesiątych; dziś zbliżamy się do sytuacji odwrócenia ról, gdzie wygląda na to, że właściwie nie było dobrych i złych i że każdy był w jakiś sposób uwikłany; dlatego właśnie trzeba było ukazać prawdę o tamtych czasach. Wydaje mi się, że ksiądz Jerzy to jest postać, która jest nam dzisiaj potrzebna, abyśmy pamiętali, że za prawdę warto oddać życie i że niejeden, tak jak ksiądz Jerzy, już to zrobił. Nie jest obojętne czy uznamy, że komunizm i cały okres PRL-u to był taki „wesoły obóz” w obszarze wpływów Związku Radzieckiego czy jednak to był reżim, który opierał się na kłamstwie, strachu i zniewoleniu, w wyniku którego setki tysięcy najaktywniejszych i może najodważniejszych ludzi wyemigrowało na stałe z kraju. Patrząc dzisiaj na Polskę po dwudziestu latach wolności uświadamiam sobie, że to jest ogromna strata dla kraju i że brakuje tych ludzi, którzy mają wolność wewnętrzną i potrafią przeciwstawić się konformizmowi, korupcji i wszechogarniającej fali rezygnacji z wyższych wartości.

M.P.P. W Polsce film był wydarzeniem roku 2009. Obejrzało go ok 1,5 mln widzów. Czy spodziewał się pan takiego sukcesu?

R.W. Robiliśmy ten film z myślą o widzach, a nie po to by wygrywać festiwale, bo wiedzieliśmy, że z tym tematem nie bardzo możemy na to liczyć, choć na festiwalu w Rzymie zgotowano nam wspaniałe przyjęcie; wiedzieliśmy też, że środowisko artystyczne jest raczej zdystansowane do Kościoła i do tych wartości, które reprezentuje ksiądz Jerzy. Oczywiście czuliśmy ogromną satysfakcję, że udało nam się przekazać przesłanie księdza Jerzego i że dzięki filmowi młodzi ludzie odkryli świat, który był przed nimi ukrywany... Ja sam często się spotykałem z pytaniem od młodych „Dlaczego nikt nam dotąd o tym nie mówił w ten sposób ? Dlaczego mamy dwadzieścia lat i nie wiemy, że tak było?” I to jest słuszny zarzut do, powiedzmy naszego pokolenia i do ludzi starszych. Ja mam lat czterdzieści i jakby w pewnym momencie poczułem się odpowiedzialny za przechowanie tej pamięci, bo zrozumiałem, że wkrótce się o tym zapomni. A to był czas, który mnie tworzył, miał na mnie wpływ tak jak przykład księdza Jerzego i głoszonych przez niego wartości... Więc ten wynik daje poczucie sensu pracy, którą wykonaliśmy.

M.P.P. No właśnie, dla wielu młodych widzów postać Jerzego Popiełuszki jest mało znana. Czy był to dla nich powiedzmy film akcji o nieznanym bohaterze, film historyczny, czy może opowieść o żywocie współczesnego męczennika?

R.W. No oczywiście wszystko razem. Staraliśmy się w filmie umieścić te najważniejsze sceny, te najważniejsze momenty z życia księdza Jerzego, tyle że one się układają niemalże w film akcji, bo to było bardzo ciekawe życie, a jednocześnie dojrzewanie do męczeństwa. Z drugiej strony nie da się zrozumieć księdza Jerzego bez tła historycznego, bez opisania rzeczywistości, w której on działał ; a był to okres stanu wojennego,w którym ludzie przeżywali poważne rozterki. Byli poddawani prowokacjom, zastraszaniu, dominowało kłamstwo i bieda. Więc musieliśmy to wszystko pokazać żeby postawa księdza Jerzego była zrozumiała...postawa jako kapłana a nie, jak błednie za Urbanem zarzucano mu, działacza politycznego. On po prostu w pewnym okresie historycznym starał się być z ludźmi jako kapłan; to była jego droga do męczeństwa za Chrystusa i to chcieliśmy pokazać.

M.P.P. Co dziś wiadomo w Polsce o Jerzym Popiełuszko? Czy myśli pan, że film przyczynił się do odświeżenia tej historii bądź do zapoznania z nią nowych pokoleń?

R.W. Ja mam tutaj ogromną satysfakcję, wiem to nie jest tylko kwestia filmu, ale też ogromnego wysiłku parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie, Arcybiskupa Nycza, procesu beatyfikacyjnego, wielu autorów piszących o księdzu Jerzym, no i przede wszystkim ludzi ze służby porządkowej, którzy od dwudziastu pięciu lat dzień i noc trzymają wartę przy grobie księdza Jerzego by pokazać jak ważny był on dla nich. A co dzisiaj Polacy wiedzą...? Przytoczę tu pewien fakt: co roku 13 grudnia odbywają się w Polsce różne demonstracje upamiętniające wydarzenia sprzed lat; w zeszłym roku z wyjątkową przyjemnością przeczytałem relacje o tych spotkaniach historycznych, bo okazało się, że wśród haseł wypowiadanych przez młodych ludzi pojawiło się też imię kiędza Jerzego i to jest tak ogromna satysfakcja, że żadna nagroda nie jest jej w stanie zrównoważyć. Okazuje się więc, że praca, którą wykonaliśmy przyczyniła się do podtrzymania pamięci o księdzu Jerzym, że mamy w tym swoją jakąś cegiełkę i to daje mi poczucie spełnienia.

M.P.P.. Film ukazuje rolę kościoła katolickiego w latach siedemdzieiątych i osiemdziesiątzch ubiegłego stulecia, rolę, która nie ograniczała się tylko do krzewienia wiary. Czy dziś, kiedy obserwujemy zanik wszelkich wyższych wartości, kościół znów może stać się przewodnikiem duchowym narodu?

R.W. ”Bramy piekielne kościoła nie przemogą” obiecał Pan Jezus i ja jestem przekonany, że kościół ciągle będzie tą rolę odgrywał. Ja przez wiele lat się oburzałem, kiedy próbowano obalać kolejne tabu, znieważaćkolejne symbole i wartości, ale w końcu uznałem, że nie ma co się oburzać, to jest stan permanentny, który towarzyszy nam od początku chrześcijaństwa; pytanie tylko, po której się stanie stronie i co się w tej sprawie zrobi. Wiadomo, że księża mają też i swoje słabości i grzechy, ale na każdego księdza opisywanego w gazetach jest stu albo tysiąc takich, o których nic nigdy nie napiszą, bo oni po prostu robią swoją „dobrą robotę” i pomagają ludziom w ich codziennym życiu. Nie zapominajmy, że to właśnie kościołowi Chrystus powierzył klucze i stamtąd wciąż możemy czerpać nadzieję.

M.P.P. Na festiwalu filmowym w Rzymie, gdzie film miał swoją włoską premierę, obecny był były prezydent RPLech Wałęsa, który dla większości Włochów jest jedynym właściwie, obok Papieża Jana Pawła II symbolem walki z komunizmem. Czy myśli pan, że pański film poszerzył ten obraz w świadomości Włochów?

R.W. Papież i Lech Wałęsa zawsze pozostaną najważniejszymi symbolami natomiast film zwraca oczywiście uwagę na armię ludzi ogarniętych słowem papieża i Solidarnością. Ksiądz Jerzy nie był sam, są w filmie wskazani też ksiądz Jancarz, ksiądz Jankowski, jak również pośrednio, poprzez podobieństwo aktorów i statystów, ksiądz Niedzielak czy Suchowolec. Wałęsa był na czele pewnego ruchu, który liczył w swoim czasie, jak wiemy, dziesięć milionów ludzi jednak płaszczyzną, na której ten ruch się rozwijał był kościół, bo to była ta jedyna przestrzeń wolności. Mam więc nadzieję, że ten film uzmysłowi, że Solidarność nie ogranicza się do Lecha Wałęsy ale, że tworzyli ją również ksiądz Jerzy i wielu, wielu innych... Zawsze muszą być jakieś symbole i łatwiej jest rozumować i pamiętać o sprawach mając jeden znak, to jest naturalne i z tym się nie ma co spierać, natomiast żeby zrozumieć fenomen pewnego zjawiska , trzeba pójść głębiej; i ten film jest właśnie propozycją, aby pójść głębiej.

M.P.P. Od listopada film jest wyświetlany we włoskich kinach. Pan uczestniczył osobście w projekcji filmu w kinie „Palestrina” w Mediolanie. Jakie są pana wrażenia po tej projekcji?

R.W. Ja jestem po prostu zaskoczony i szczęśliwy. Zaskoczony jestem, że było tak wiele młodych ludzi i że tak wielu się nie dostało do kina. Przypomina mi to taki okres konfrontacji w Polsce w latach osiemdziesiątych, kiedy właśnie młodzi ludzie próbowali dostać się do kina, żeby zobaczyć nowe filmy z zachodu. Natomiast dziś trudno jest zobaczyć film o księdzu katolickim. Wcześniej był problem z obejrzeniem „Katynia” bo okazało je się , że jest nie „correct” oglądać film o wartościach chrześcijańskich czy o złym obliczu komunizmu. Wygląda więc na to, że ksiądz Jerzy jest taką propozycją awangardową i że nowoczesność jest odnajdywana dziś właśnie w tych wartościach tradycyjnych. Dla mnie to ogromna przyjemność jeżeli włoscy studenci odchodzą z kwitkiem od kasy przed kinem na film o polskim księdzu, bo to oznacza, że dzieje się coś ciekawego, że młodzi ludzie wyczuwają, iż ta polityczna poprawność zaczyna odbierać wolność i paraliżować serca i umysły i oni się temu nie poddają.

M.P.P. Ostatnie pytanie: mało kto wie, że nie jest to pierwszy film o księdzu Jerzym Popiełuszce i nie jest to pana pierwszy film o księdzu Jerzym; nakręcił pan już w 2004 roku „Zwycięzcy nie umierają. Opowieść o księdzu Jerzym.” Czy jest to zatem temat, który pana najbardziej interesuje i również w przyszłości w tym kierunku będzie pan dążył?

R.W.Teraz zrobiłem film dokumentalny o rodzinie Ulmów z Markowej na Podkarpaciu, z takiej wsi, w której wiele rodzin, między innymi Ulmowie, ukrywało Żydów, narażając własne życie. Ulmowie, których proces beatyfikcyjny jest teraz w toku i ośmioro Żydów, których ukrywali, zginęli, ale oprócz nich osiemnastu innych Żydów przechowało się w różnych innych miejscach tej wsi, i to nie z powodu sympatii do Żydów, bo były to dwa światy, które żyły raczej „obok siebie” ale dzięki chrześcijańskiej religijności prostych Polaków. Ten temat mnie zaintrygował i wydaje mi się, że jest wciąż bardzo dużo do zrobienia w kwesti przywrócenia świadectwa chrześcijaństwa w naszym świecie, w Europie. Dla mnie ważne jest by moje film chętnie oglądano, ale oczywiście ważne jest też by przekazać prawdę o losach i istnieniach ludzi, którzy oddali wszystko za nas i za wartości, które nas kształtowały. Trudno mi się pogodzić ze stwierdzeniem, że to wszystko było bez znaczenia...

M.P.P....czyli ocalić od zapomnienia te wyjątkowe historie, które powinny przetrwać w świadomości zbiorowej...

R.W. Tak, to jest dla mnie ważne.

M.P.P. Dziękuję bardzo za wywiad.

R. W. Dziękuję serdecznie. 

Rozmawiała Magdalena Paola Piekarska, członek Związku Polaków w Mediolanie.